X Rajd Konwalii 2019 – powrót do korzeni

Czas czytania: 8 minut

Minęły trzy lata od 7. Rajdu Konwalii w Czaplinku, którym to wróciłem do rajdów przygodowych po ponad dziesięcioletniej przerwie. 10. edycja RK to też ważny moment w historii samej imprezy. Czy mieliśmy powody do świętowania? 80-kilometrowa trasa Speed w 8:19h

Baza zawodów

Pierwszym miłym wyróżnikiem tegorocznych Konwalii był sposób urządzenia bazy zawodów. Zazwyczaj, ze zrozumiałych względów logistycznych, jest ona usytuowana w szkole, świetlicy, (wiejskim) domu kultury czy podobnych instytucjach. Daje to możliwość bezpiecznego prowadzenia wszystkich biurowych zadań, noclegu uczestników, dostępu do sanitariatów, zapanowaniem nad rowerami itd.

W tym roku baza, start i meta zawodów zlokalizowane zostały przez Marka Gallę, głównego organizatora, przy Harcerskim Ośrodku Obozowym Pólko w Koronowie. Nocleg uczestnicy mieli zapewniony w, jak to się romantycznie ujmuje, hotelu o milionie gwiazdek, czyli w lesie pod namiotami. Stworzyło to świetny kempingowy klimat, w bezpośrednim otoczeniu przyrody. Nadal dostępne były sanitariaty i kuchnia z obiadem, ale dzięki dobremu pomysłowi i pięknej sierpniowej pogodzie, atrakcyjność noclegu była dużo większa niż na sali gimnastycznej.

Start (prawie) bez opóźnień

Rajd Konwalii w 2016 roku startował jakoś w piątek popołudniu. Oznaczało to wyjazd po pracy i gnanie na łeb, na szyję do bazy. Pamiętam, że po drodze zgubiliśmy się (nie ostatni raz tego dnia) i ostatecznie, kończąc przygotowania z wprawą nowicjuszy, wystartowaliśmy po wszystkich, z opóźnieniem. Marek do tej pory pamięta „jakiegoś gościa, co przyjechał w daszku Compressporta i się spóźnił na start”. To ja, wstyd trochę.

Gość w daszku Compressporta, który spóźnił się na start w 2016

To jedna z niewielu lekcji, którą na pewno odrobiliśmy – na starcie stajemy kilkanaście minut wcześniej, wszystko spakowane, kaski zapięte, łańcuchy świeżo wyczyszczone i nasmarowane. Jedną rzeczą, której nie sprawdziłem (bo zupełnie na to nie wpadłem), a o której Marysia zapomniała wspomnieć, to… bębenek tylnej piasty, który WYPADŁ jej przy wyciąganiu roweru z bike boksa po Adventure Trophy 2019.

Przez 15 lat nie zdarzyło mi się, żeby wykręcić bębenek z piasty, w sumie nawet nie wiedziałbym, jak się za to celowo zabrać, ale jej udało się przypadkiem – chyba uroki sztywnej osi. Efektem usterki była konsternacja na starcie, porzucenie Treka, szukanie na gwałt zastępczego roweru i przejechanie całych zawodów na mtb rozmiar XL. Wystartowaliśmy ok. 15 minut po pozostałych zespołach i zaczęliśmy pościg.

Krótkie rajdy

Rajdy przygodowe często rozgrywane są w kilku wariantach. Są te „prawdziwe”, koronne dystanse, które trwają dłużej niż dobę (lub kilka, jak np. Czech Adventure Race – moja relacja z trasy 500 km trwającej 70h) – w przypadku tegorocznych Konwalii była to trasa Adventure (250 km, 40h) oraz trasy ze znacznie mniejszymi limitami – jak Speed (70 km, 12h), na której startowaliśmy. Jest to krótsza i szybsza rywalizacja, coś jak 1/8 czy 1/4 dystansu Ironman w triathlonie – coś od czego można zacząć lub gdzie można bardzo mocno się ścigać.

Kilka różnic:

  • taka trasa ma zdecydowanie mniejszą objętość (powiedzmy do 100 km łącznego dystansu a nie 250 km trasy Adventure),
  • mniej dyscyplin (tutaj nie było np. swim&run, często nie ma też znienawidzonych przez wielu rolek),
  • mniej zadań specjalnych (w tym roku właściwie ich brak),
  • nie ma rywalizacji w nocy (nieodzowny element „długich” tras, pewnie przez wielu uważany za kwintesencję rajdów w ogóle),
  • zespoły 2-osobowe (akurat w Polsce mało jest rajdów czwórkowych, tj. takich, gdzie zespół musi liczyć 4 osoby, w tym jedną płci przeciwnej, ale generalnie jest to międzynarodowy standard),
  • dużo prostsza logistyka – wszystkie powyższe elementy składają się na to, że i przygotowanie do rajdu, i branie w nim udziału, i (z perspektywy organizatora) zapewnienie logistyki, dostępu do przepaków itp. jest dużo prostsze i mniej stresujące,
  • inna intensywność – tak jak wspomniałem wyżej – jeśli chcesz się ścigać, to tak samo jako 1/8 IM, tak trasy typu „speed” wyciągną z ciebie wszystko. Dużo wyższa intensywność niż przy zawodach kilkudniowych, wyższe tempo, spina na strefach zmian i ogromna waga każdego jednego błędu.

Łykamy ich

To wszystko powoduje, że nawet pozornie błahe 15 minut opóźnienia na starcie może zaważyć na reszcie wyścigu. Boleśnie przekonaliśmy się o tym w czasie tegorocznego rajdu Bimba na Landach, co opisałem tutaj. Szczęśliwie wybieramy dobry wariant na PK1 i już na tym punkcie udaje nam się „łyknąć” trzy lub cztery teamy. Już jakiś czas temu ustaliliśmy z Marysią, że na tyle dobrze i w tempie jeździ nam się szosą, że mocno zawsze rozważamy taki wariant dojazdu, nawet jeśli jest dłuższy.

Gonimy, nie popełniamy większych błędów. Trasa miejscami prowadzi przez piach albo korzenie, ale generalnie jedzie się komfortowo, możemy trzymać dobre tempo. Staram się pilnować kadencji, nie schodzić poniżej 90 rpm. Od czasu do czasu wyprzedzamy inne zespoły. Chyba dwa razy mijamy się z Arturem i Krzyśkiem z OrientoExpress.

Zamiast lampionu na PK4 należy zrobić zdjęcie – piękny widok ze starego mostu kolei wąskotorowej zawieszonego pomiędzy dwoma jeziorami. Następnie PK5, do którego prowadzi wiele przecinek, do tego znajduje się na przeciwległym brzegu strumienia i wygląda na to, że każdy zespół postanowił dojechać na niego inaczej. My lecimy najprostszym wariantem – do Starego Młyna i prosto w dół na punkt, przechodzimy z rowerami na plecach po zwalonym drzewie, podbijamy kartę i pędzimy dalej.

https://www.facebook.com/rajdkonwalii/photos/a.320260241381919/2908960262511891

Po prawie 60 kilometrach docieramy na strefę zmian jako 4. zespół. Przed nami 3 męskie teamy, czyli jesteśmy na prowadzeniu w klasyfikacji MIX. Nie ma się co cieszyć, wiemy, że po piętach depczą nam siostry Ewiak. Szybka zmiana butów, czapka na głowę i wychodzimy na kajak. Do zaliczenia mamy 4 punkty kontrolne, które składają się na ok. 7 kilometrów wiosłowania po pięknym jeziorze Białym niedaleko Koronowa. Zajmuje nam to równo godzinę.

Nie dosłyszałem na odprawie, że punkty kajakowe możemy podbijać w dowolnej kolejności, więc wybieramy wariant chronologiczny. Dokładając do tego fakt, że kajak nigdy nie był naszą koronną dyscypliną, po tym etapie tracimy ok. 5 minut do innych zespołów z lepszym słuchem i machnięciem. Jakkolwiek śmiesznie brzmi rozpamiętywanie takiej straty, miejmy świadomość, że jest to prawie 10% czasu etapu.

Bieganie po dżungli

Znowu szybka zmiana butów, bierzemy drugą mapę, uzupełniamy bukłaki wodą i wychodzimy na E3 BnO. Czasami kiedy myślę, że już przez te kilka lat startowania w zawodach na orientację nauczyłem się przynajmniej podstaw, to zdarza się taki błąd jak w tym momencie – patrzę w mapę, mówię, że wiem, gdzie biegniemy, po czym prowadzę nad, bagatela, zupełnie inne jezioro. I jeszcze na północ, zamiast na południe… Opadają ręce.

Wracamy na dobrą ścieżkę, Marysia przejmuje mapę oburzona i pewnie prowadzi nas na kolejny punkt. Nieśmiało tylko zauważam w którymś momencie, że w pełni zgadzam się, że musimy skręcić w ścieżkę w lewo, tylko… jesteśmy na równoległej drodze, więc raczej będzie ciężko nam w nią skręcić. Atmosfera się rozluźnia i później bez większych trudności zaliczamy kolejne punkty. Jednak mój błąd z jeziorem to kolejne ok. 8 minut straty i dodatkowe półtora kilometra w nogach.

Po dwóch punktach wbiegamy w mapę do BnO, na Zielony Punkt Kontrolny Bożenkowo. Arena powstała niedawno, mapa jest więc bardzo świeża, wszystko się ładnie zgadza, wchodzimy w punkty bez większego problemu. Jedyną pomyłkę notuję przy przebiegu z F na G – biegniemy przecinką na południe aż do spadku terenu i odbijamy na azymut w lewo. Zachłystuję się pierwszym napotkanym zagłębieniem, w którym w dodatku stoi słupek kontrolny. Już chcę podbijać kartę, na szczęście coś mi się nie zgadza, sprawdzam numer słupka – „38”, a szukamy nr 37. Trochę krążymy, wychodzimy wreszcie na drogę, orientujemy mapę na spokojnie i wchodzimy w G od dołu.

Okolica jest naprawdę piękna, wygląda trochę jak z Jurassic Park – dużo wysokich paproci, pofałdowany teren, strzeliste drzewa. Spotykamy uczestników trasy Dogtrekking – więc jest też zaskakujący element dzikich zwierząt czających się w zaroślach!

Wychodzimy z mapy do BnO, wracamy na poprzedni arkusz. Ostatni punkt ZPK podbijamy razem z zespołem chłopaków w niebiesko-pomarańczowych strojach. Chwilę później, w okolicy PK11, doganiają nas dwa inne teamy, w tym siostry Ewiak. Do PK12 idziemy wspólnie, nie kwestionuję wybranego wariantu wzdłuż strumienia, co patrząc z perspektywy miękkiego fotela, było chyba złym rozwiązaniem. Wijemy się tak, jak strumień, pokonujemy zarośla, pokrzywy, wchodzimy do ochładzającej wody. Ale z perspektywy rzeki trudniej patrzy się na… rzekę.

Punkt powinien być gdzieś blisko brzegu, ale nie możemy go znaleźć. Krążymy, szukamy – osiem osób lata jak w amoku po lesie. Przecinki nie ma. W końcu jakoś ją znajdujemy, podbijamy i lecimy teraz już drogami. Zostały nam trzy punkty na tym etapie, strefa zmian i ostatnie 8 km na rowerze. Jeśli teraz się nie urwiemy, to później będzie już bardzo ryzykownie.

Zaczynamy truchtać. Forma została w domu, więc sapiemy jak lokomotywy i nie odzywamy się do siebie. Marysia biegnie trochę wolniej, ale równomiernie i bez przerwy, mi jest łatwiej trochę podbiegać, trochę iść. Tym sposobem trzymamy spektakularne średnie tempo ok. 6:00. Pewnie gdybym był tam sam, to już dawno bym spacerował… Na szczęście udaje się utrzymać te kilka minut przewagi i docieramy zmęczeni na przepak.

Za przyjemności trzeba płacić

Przepak robimy w trybie ekspresowym. To są właśnie te pojedyncze minuty opóźnień, które za chwilkę mogą się na nas zemścić. Zapominam nawet zdjąć biegową czapkę spod kasku. Marysia patrzy w mapę pierwsza, rzuca „Trzymamy się żółtego szlaku wzdłuż jeziora!” i jedziemy.

PK16 – nasz ostatni punkt kontrolny przed finiszem – znajduje się w 1/3 odległości między SZ a metą. W odcinku do punktu jest ładną, szeroką ścieżką, czasami przecinaną korzeniami, ale lecimy. Znajdujemy punkt, chociaż do tej pory nie wiem, jakim cudem, bo w życiu nie powiedziałbym, że będzie tam, gdzie był. Od punktu, zamiast uciec na główną drogę, która była szerokim szutrem, kontynuujemy naszym żółtym szlakiem. Ten niestety zwęża się i zjeżdża nad samo jezioro. Korzenie i dziury robią się na tyle istotne, że mamy momentami problemy z przejazdem.

W tym czasie dwa zespoły, które na wyjściu ze Strefy Zmian miały do nas 7 minut straty – Oriento Express oraz #wpiszcokolwiek, wybierają ten pierwszy scenariusz i gnają do mety niezatrzymywane przez żadne trudności. My nie zmieniamy zdania nawet mijając piękny zjazd drogą przeciwpożarową, którą widać na screenie z trackingu ŚledźGPS.pl:

W tym momencie mieliśmy jeszcze kilka minut przewagi nad oboma zespołami. Finalnie na metę wpadamy po 8:19 h, dokładnie minutę za OrientoExpress i dwie minuty za #wpiszcokolwiek, co prawda utrzymując lokatę #1 w kat. MIX, ale spadając z 5. miejsca na 7. w klasyfikacji OPEN. Możemy sobie zadać pytanie: „co by było, gdyby…?”, ale tak to w rajdach bywa. Na szczęście singletrack na żółtym szlaku był bardzo malowniczy i emocjonujący. No cóż, za przyjemności trzeba płacić…

Meta

Na mecie czekają organizatorzy, inni zawodnicy. Jest doping i zimne piwo. Odpoczywamy, ogarniamy się, idziemy na smaczny obiad z jeszcze smaczniejszą surówką z białej kapusty, którą uwielbiam. Są miłe chwile na dekoracji, razem ze świetnymi statuetkami dla zwycięzców! Widać, że włożone w nie dużo pracy i pomysłu! Poza tym pasują do tych, które wygraliśmy na Bydgoszcz City Race 2019! 🙂

Wieczorem zostaję mianowany ogniomistrzem, rozpalam ognisko, przy którym zbierają się zawodnicy. Zaczynają się żywe dyskusje o przebiegu tras i nadchodzących planach. Co chwila szum rozmów przerywany jest oklaskami dla wjeżdżających na metę kolejnych zespołów najdłuższej trasy Adventure – w świetle mocnych lamp docierają ci z wynikami po 35-38 godzin. Padnięci, ale zadowoleni! Gratuluję!

Trasa Speed – wyniki MIX

  1. Bluebirds (8:19h, Jakub Król, Maria Wolff)
  2. Orientuś Łódź (8:36h, Alicja Ewiak-Paszynska, Natalia Ewiak)
  3. VY (9:11h, Rafał Fałowski, Wioletta Fałowska)

Informacje o rajdzie: http://rajdkonwalii.pl/lato/