Tropem Muflona w ULTRA

Czas czytania: 5 minut

Zamykasz oczy i widzisz długą nitkę asfaltu, falującą góra-dół aż po pomarańczowy krąg popołudniowego słońca na horyzoncie? A może Twój umysł ucieka do miliardów ton gorącego piasku przewalającego się z każdym podmuchem wiatru pomiędzy wyznaczającymi trasę flagami? Są jeszcze tacy, którym trasa biegu nie jest do szczęścia potrzebna – każdy wyznacza swój unikalny ślad.

Artykuł ukazał się pierwotnie w numerze #18 dwumiesięcznika ULTRA, pt. „Ultra swoim tropem”, do zamówienia tutaj: http://www.sklep.kingrunner.com/ultra-18/ 

Jest 8 września. Stajesz na starcie i do ostatniej minuty nie wiesz, gdzie będziesz biegł. Wchodzisz do strefy startu, dostajesz pod stopę większą lub mniejszą płachtę wodoodpornego papieru, czekasz aż zegar odliczy do zera i… nie biegniesz. Potrzebujesz jeszcze ułamka sekund lub kilku minut, żeby zorientować się, gdzie jesteś i od tego momentu już nic Cię nie zatrzyma! W ręku masz kompas, który pomoże Ci odnaleźć się w przestrzeni. To, co podniosłeś z ziemi to mapa terenu, po którym będziesz biegał. Im szybsze i krótsze biegi – tym bardziej dokładna i o większej skali (np. 1:5 000, gdzie każdy 1 cm na mapie oznacza 50 m w terenie); na długich imprezach – zbliżona do map turystycznych (np. 1:35 000, czyli 1 cm = 350 m), ale pozbawiona charakterystycznych oznaczeń: nazw szczytów czy miejscowości, szlaków pieszych i rowerowych, często również linii wysokiego napięcia.

Idź pan w las!

Ok, zamknij ponownie oczy… Poczuj zapach rześkiego górskiego poranka i budzącej się przyrody, która będzie Ci towarzyszyć cały dzień. Rozglądasz się w lewo – ścieżka, patrzysz w prawo – ścieżka. A przed Tobą las. Uśmiechasz się, bo Twoja mapa mówi, że polecisz prosto przed siebie, między dokładnie te buki, na które patrzysz; będziesz biegł „na azymut”, czyli nie sugerując się drogami – najkrótszym możliwym wariantem, jaki łączy miejsce, w którym stoisz z najbliższym punktem kontrolnym (PK).

Właśnie wystartowałeś w biegu na orientację. Twoją trasę wyznaczają tylko i wyłącznie rozlokowane w odległości kilku lub kilkunastu kilometrów od siebie biało-pomarańczowe graniastosłupy (tzw. lampiony), które organizator umieścił w mniej lub bardziej oczywistych miejscach w terenie. Mogą to być charakterystyczne punkty terenowe (jak rosochate drzewo czy wykrot), może szczyt góry czy też granica kultur leśnych. Możesz szukać PK w krzakach z południowo-wschodniej strony środkowej skały u jej podnóża albo w miejscu rozejścia strumieni. Mówi Ci o tym układ elementów na mapie oraz umieszczony obok opis (słowny, np. „dno wąwozu”, lub graficzny, w postaci zunifikowanych piktogramów).

Musisz uważnie wytyczać swój szlak, uwzględniając przewyższenia, przebieżność lasu i precyzyjnie zaznaczone miejsce punktu kontrolnego (wyobraź sobie krawędź wspomnianego wąwozu – milimetr przesunięcia na mapie zdecyduje, czy powinieneś był szukać punktu w jego dole czy wybrać dłuższą o kilometry drogę na jego szczyt). Częstokroć wrócisz brudniejszy niż po Łemkowynie i bardziej zmęczony niż po 3x Śnieżce. Twoje przebiegi będą dalekie od idealnie wyrysowanej trasy na Stravie i o zdecydowanie gorszych statystykach. Ba, może nawet okazać się, że nie ukończysz zawodów, bo nie znajdziesz wystarczającej liczby lampionów – nici z medalu!

Nie widzę problemu!

Na zawodach ultra prędzej czy później większość z nas trafia na ścianę – taki moment, w którym mówisz sobie w żołnierskich słowach, że „masz w poważaniu cały ten urokliwy sport i zdecydowanie preferowałbyś wrócić jak najkrótszą drogą do domu”. Wysiłek każe Twojej głowie odłączyć się i zautomatyzować dalsze włóczenie nogami. W biegach na orientację nie możesz na to pozwolić – musisz być cały czas skupiony na nawigacji – musisz w każdym momencie wiedzieć, gdzie jesteś i dokąd biegniesz. Na chwilę odpuścisz i możesz już mieć problem z szybkim odnalezieniem się w terenie. Pozostanie Ci delektować się pięknem przyrody, ale umówmy się, że na zawody jedziesz nie tylko po doznania estetyczne! Najtrudniejsze i zaraz najistotniejsze jest to, żebyś w każdym momencie potrafił odpowiedzieć na pytanie „gdzie jestem?”. I to bardzo precyzyjnie!

Gdzie się zgubić?

O ile większość imprez na orientację odbywających się w miastach i na ich obrzeżach (swoje ligi ma np. Poznań, Warszawa, Wrocław) to krótkie – z perspektywy ultrasa – biegi o długości ok. 5 km, to w kalendarzu roi się również od wydarzeń długodystansowych. Organizowane przez AdventureSport.pl i autora tych słów wrześniowe górskie zawody Muflon Trail Orienteering 2018 w okolicach Masywu Śnieżnika będą jednymi z tych dłuższych „wyryp”. Formuła zakłada start dzień po dniu – w sobotę do pokonania będzie ok. 35 km +- 2000 m przewyższeń, w sobotę dalsze 25 km +- 1000 m. Są to parametry optymalnych dystansów, które wyobraził sobie budowniczy trasy. W praktyce im dalej od ścisłej czołówki, tym większa rozbieżność w kilometrażu (nawet o 50-100% względem założeń). Żeby uzmysłowić tempo takiego biegania – wariant 35 kilometrowy ma limit 8 h, z oczekiwanym czasem zwycięzcy ok. 6 h – czyli około 10 min./km, przy płaskich przelotach nawet po 4:00!

Nie jest lekko

Jeśli jesteś fanem biegów masowych, bogatych pakietów startowych i punktów żywieniowych godnych luksusowego cateringu na imprezie firmowej, to możesz nie odnaleźć się na orienteeringowych wydarzeniach. Zdecydowanie bliżej im do górskich wyryp, do tego charakteru przyjacielskiej rywalizacji, ale też odpowiedzialności za siebie. Nie bierzesz udziału w liniowym biegu, w którym w najgorszym przypadku znajdzie Cię zamykający stawkę quad – poruszasz się po odciętych od cywilizacji obszarach, na których często nie ma nawet zasięgu telefonu komórkowego. Będziesz w stanie przez wiele godzin przemieszczać się po tak dzikich ostępach lasów, że nie spotkasz turystów, innych zawodników, a tylko dzikie zwierzęta – dziki, jelenie, muflony. Nie ma nic piękniejszego, niż stado saren na spowitej poranną mgłą łące! Tutaj nie zbagatelizujesz posiadania folii NRC, czołówki czy goreteksu w plecaku – jak utkniesz w górach, to możesz utknąć na bardzo długo. 

Wiesz z kim?

Masz dobrego kumpla, z którym zrobiłeś już Rzeźnika? Najlepszą biegową partnerkę, z którą nie pokłócisz się przy pierwszej pomyłce nad mapą? Kogoś tak sprawdzonego, że zaufasz mu bardziej niż sobie samemu w zakresie wyznaczania trasy, „podawania północy” czy rozwiewania wątpliwości, czy majaczący przed Wami w ciemnej nocy ostry szczyt jest tym, na który koniecznie musisz wdrapać się po 10 godzinach napierania? W startach zespołowych jest zdecydowanie raźniej – również tutaj. Dajcie sobie szansę i stańcie na linii startu – czy to na Muflonie, czy na dowolnej innej imprezie na orientację. Jeśli w ultra pociągają Was widoki, atmosfera nieskrępowanej swobody i kontaktu z naturą, to w czasie górskiego biegania na orientację docenicie to wszystko ze zdwojoną siłą.

To jeszcze raz, zamknij oczy… Czujesz?