Karkonosze z dziećmi

Czas czytania: 6 minut

Po emocjonującym zwiedzaniu Zamku Bolczów, kowarskich Sztolni i wdrapaniu się na Sokolik, dotarliśmy wieczorem do Camp 66 w Karpaczu. Rozbijamy tutaj namiot, podziwiamy piękną panoramę i zakładamy bazę na atrakcje kolejnego dnia 5-dniowej wyprawy Sudety z dziećmi.

Ten post to fragment kilku wpisów poświęconych Sudetom z dziećmi. Poznaj nasze pozostałe przygody: DZIEŃ 1 i 2 (Rudawy Janowickie)DZIEŃ 4 i 5 (Góry Izerskie)

Dzień 2 wieczór

Chcę powiedzieć kilka słów o miejscu, w którym się zatrzymaliśmy. Camp 66 został stworzony przez rodzinę Siemaszko, od 40 lat zarządzającą Schroniskiem PTTK Samotnia. Powstał na dość sporym terenie, z absolutnie świetnym widokiem: wychodząc z namiotu czy kampera już od rana możemy zobaczyć piękną panoramę grzbietu Karkonoszy, od Czoła i Skalnego Stołu po lewej, przez Śnieżkę aż po Smogornię. Gdyby Samotnia nie leżała w kotle, również moglibyśmy ją stąd dojrzeć.

Miejsce jest nowe (ma zaledwie kilka lat), wykonane z dużym smakiem i dbałością o potrzeby turystów, zachowanie ergonomii przestrzeni i pomysły dzieciaków. Na myśl przywodzi europejski standard kempingów. Na miejscu możemy skorzystać z restauracji z wegańskim sznytem, napić się porządnej kawy lub skorzystać z dobrze wyposażonej kuchni. Sanitariaty są wykonane bardzo porządnie i regularnie sprzątane. Na najmłodszych czekają dwa baseny z wodą (czyszczoną i wymienianą – „tata, tu jest chyba dziura, woda ucieka!”), pajęczyna, ściana wspinaczkowa, piaskownica, huśtawki i wielkie szachy. Jest miejsce ogniskowe, jest równa trawa na namiot, jest lodówka, w której schowamy jedzenie. Niczego więcej nie potrzeba! Ceny są bardzo przystępne, a przy tym jeszcze uwzględniające zniżki dla członków GOPR (wieloletnim ratownikiem Pogotowia był Waldemar Siemaszko), więc absolutnie nie mieliśmy powodu do narzekań 😉 Z czystym sumieniem uczyniliśmy z Campu 66 naszą bazę wypadową.

Dzień 3 Janské Lázně, Karpacz

Po leniwym poranku wskakujemy do auta i jedziemy na czeską stronę („Tato, ale piękne te domki!”), do znanego wszystkim, przede wszystkim z dobrych nartostrad, ośrodka Janské Lázně. Naszym celem jest Ścieżka w koronach drzew, czyli wysoka na 45 metrów drewniana konstrukcja, poprzedzona długim drewnianym, zawieszonym kilkanaście metrów nad ziemią, chodnikiem. Możemy z niej podziwiać okolicę, zatrzymywać się przy licznych ciekawostkach przyrodniczych (informacje po czesku i angielsku) czy ćwiczyć swoją sprawność i hart ducha na drewnianych przeszkodach, pod którymi rozciąga się 15 metrów powietrza odgrodzone tylko metalową siatką.

Z umieszczonych co kilka minut tabliczek informacyjnych możemy dowiedzieć się, jakie drzewa są w okolicy najliczniejsze, dlaczego drzewostan zmniejszył się o 2/3 na przestrzeni lat, dlaczego górnicy wolą drewniane wzmocnienia stropów niż metalowe, po co w lesie mech czy jakie są ulubione gatunki pędów zjadanych przez sarny.

Zwieńczeniem długiego spaceru (cała trasa ma ok. 4 km i zajęła nam 1,5 godziny) jest wejście 12 okrężnymi tarasami na sam szczyt drewnianej wieży na wysokość dokładnie 42,7 metra (to mniej więcej 15. piętro) i podziwianie okolicy. Z góry do podnóża, za niewielką opłatą (w lipcu 2019 było to 50 CZK, ok. 8 zł), można zjechać długą i szybką zjeżdżalnią, przypominającą te znane z aquaparków. Niestety, jest ona dostępna tylko dla osób pow. 120 cm wzrostu, więc mimo prób i próśb a przy smutku i płaczu, nie było nam dane skorzystać – a zatem, rodzice! Nie obiecujcie dzieciom wielkiej zjeżdżalni, jeśli nie urosły na tyle, że wpuszczają je do Makro!

Na wyjściu ze Ścieżki znajdziecie sklepik, w którym można kupić różne, wykonane z drewna, pamiątki. Jest też estetyczna pieczątka, którą Teddy wbił do swojej książeczki Dziecięcej Odznaki Turystycznej PTTK. W budynku jest restauracja serwująca podstawowe dania, lodziarnia oraz duży plac zabaw, na którym spędziliśmy sporo radosnego czasu.

Bilety: dzieci do 3 lat – 0 CZK, dzieci 3-14 – 190 CZK (ok. 31 zł), dorośli – 250 CZK (ok. 42 zł). Parking to dodatkowy koszt 70 CZK, płatny w kasach przy wyjeździe (również kartą).
Więcej info: https://www.stezkakrkonose.cz/pl/

Karpacz

Z Janskich Łaźni jedziemy do Karpacza. Długie zakręty skutecznie usypiają Teddy’ego, budzi się akurat na zakupy i obiad. Naszym kolejnym celem jest Karpacz i Muzeum Klocków. Od kilku miesięcy Teddy daje upust wyobraźni, budując najbardziej fantastyczne konstrukcje z Lego – amfibie z kołami, ruchome szpitale ze zwodzonymi mostami, indiańskie wioski pełne rowerzystów. Nie wiem, jak wygląda ekspozycja w Muzeum, ale mam nadzieję, że będzie zadowolony! Nie mylę się!

Muzeum jest umieszczone w jednorodzinnym domu, na dwóch poziomach. W kilkunastu pokojach zaaranżowano ok. 30 unikalnych scen, wykonanych z dbałością o szczegóły, ale i humorystycznych. Jest zatem dziki zachód z przestępcami chcącymi obrabować kolej żelazną, jest Hulk podskakujący na środku ulic wielkiego miasta, jest podwodny świat pełen rekinów, meduz i pirackich wraków. Znajdzie się też coś dla fanów Harry’ego Pottera, Gwiezdnych Wojen oraz lotów kosmicznych.

Ta ostatnia makieta przyciągnęła nas na dłużej. Warto wspomnieć, że zwiedzający nie może dotknąć czy pobawić się klockami, ma natomiast szansę skorzystać z przycisków umieszczonych przed praktycznie każdą szybą odgradzającą sceny. Budzący skojarzenia z Familiadą, „buzzer” powoduje ruch, dźwięk i światło. I tak rakieta kosmiczna, po wduszeniu wielkiego czerwonego przycisku, pozwala nam odsłuchać przedstartowe odliczanie, podświetla silniki, zaczyna z nich dymić a na końcu odlatuje ku sufitowi, chowając się za chmurami. Rodzice – nie próbujcie nawet przekonywać swoich dzieci, że naprawdę wystarczy wywołać tę sekwencję raz, dwa czy dziesięciokrotnie. To nie pomoże! Nie wiem, ile razy Teddy wystartował rakietę, ale jeśli faktycznie koszt jednego startu to ok. $20 mld, to mamy kosmiczny problem!

Spędziliśmy w Muzeum prawie 2 godziny, biegając od sali do sali, od ekspozycji do ekspozycji. Zdecydowanie polecam każdemu dziecku – dużemu i małemu! W naszym przypadku był to strzał w 10!

Z niewiadomych przyczyn, w Muzeum zabronione jest robienie zdjęć.

Bilety: dzieci do 3 lat – 0 zł, pozostałe osoby – 13 zł
Więcej info: http://www.muzeumklockow.pl/

Element jednej z ekspozycji (fot. Muzeum Klocków)

Alternatywy – pomysły na weekend z dziećmi w Karpaczu i Szklarskiej Porębie

Jeśli szukasz innych pomysłów na spędzenie czasu z dzieckiem w okolicy, to warto rozważyć jeszcze kilka atrakcji:

  • spacer do Wodospadu Szklarki – jeden z najbardziej znanych i bardzo łatwo dostępny wodospad w okolicach Szklarskiej Poręby (z parkingu idźcie czarnym szlakiem), dojście do Schroniska Kochanówka,
  • spacer do Wodospadu Podgórnej, w okolicach Przesieki (na mapie szukajcie Waloński Kamień), spacer również szlakiem czarnym
  • Zamek Chojnik położony na szczycie Chojnik (627 m npm), w dzielnicy Jeleniej Góry – Sobieszowie. Będzie to bardziej wymagający spacer. Wstęp do Zamku jest płatny. Odbywają się tam również turnieje rycerskie oraz Karkonoski Festiwal Biegowy Chojnik. Dojść na Zamek jest kilka, warto skorzystać z dużego parkingu Transgranicznego Centrum Turystyki Aktywnej przy ul. Bronka Czecha, znaleźć czarny szlak i nim dotrzeć na szczyt.
  • Huta szkła „Julia” – oglądanie na żywo procesu powstawania szkła, wycinania kryształów jest fascynujące i dla dorosłych, i dla najmłodszych. Teddy był zafascynowany „robotami, które leją ogień i chowają szklanki do szafy”. Znajduje się w Piechowicach, niedaleko Zamku Chojnik.
  • Muzeum Mineralogiczne w Szklarskiej Porębie – blisko 3000 minerałów i skamieniałości z całego świata, w tym także eksponat z kosmosu – meteoryt Gibeon. Przed budynkiem znajduje się jedyny w Europie las skamieniałych pni drzew sprzed 300 milionów lat zamieszkały przez szkielety dinozaurów. Wśród eksponatów znajdują się również jaja dinozaurów z Chin.
  • Miejskie Muzeum Zabawek w Karpaczu – kolekcja obejmująca ok. 2500 eksponatów z okresu 300 lat – od XVIII – wiecznych figurek szopkowych, poprzez porcelanowe lalki z XIX w, aż po zabawki typowe dla XX wieku. Zbiory pochodzą z rożnych stron świata m.in. z Japonii, Australii, Meksyku, Rosji, Niemiec.
  • Kościół Wang – słynny drewniany przykład skandynawskiego budownictwa sakralnego z XII/XIII wieku, który został sprzedany przez Norwegów i przypłynął do Polski w skrzyniach. Pierwotnie miał zostać odbudowany pod Berlinem, ale od 1844 roku niezmiennie znajduje się w Karpaczu.