Ukraina – Czarnobyl – obiekty w Prypeci

Czas czytania: 7 minut

Andriej wraz z kierowcą odbierają nas i jeszcze kilka osób o godz. 8:00 z okolic dworca autobusowego. Jest niezły bałagan – liczenie kasy, spisywanie paszportów itp. – to wszystko trwa ponad godzinę. Zdążamy znaleźć w okolicy działający bankomat, wypić kawę (można ją kupić w każdym najmniejszym sklepie), zjeść coś i trochę się wynudzić. Wreszcie ruszamy. Podróż do pierwszego checkpointu Dytiatky (będziemy wjeżdżali najpierw do strefy 30 km, później 10 km) trwa ok. półtorej godziny (to odległość 110 km od granic Kijowa). Po drodze Andriej rozdaje dozymetry, odpowiada z charakterystycznym ukraińskim akcentem na nasze naiwne pytania.

Ten post to jeden z wpisów dot. wizyty w Czarnobylu we wrześniu 2018 roku. Zobacz pozostałe posty dot. organizacji wyjazdu, zwiedzania Czarnobyla i Prypeci – tutaj.

Czytaj również: Wyjazd do Czarnobyla

Checkpoint Dytiatky

Dojeżdżamy do checkpointu – szlaban, dużo busików, kontrola paszportów i przygotowanych permitów. Musimy przeczytać i podpisać deklarację dot. zachowania w Strefie, szczególnie o obowiązku poruszania się wyznaczonymi ścieżkami czy trzymania się naszego przewodnika. Wygląda trochę strasznie, jakbyśmy zgadzali się co najmniej na wycięcie nerki.

Jedziemy dalej. Docieramy do opuszczonego przedszkola (słowo „opuszczony” od razu wywołuje post-apokaliptyczne ciarki i skojarzenia, nieprawdaż?). Jest to nasz pierwszy namacalny kontakt z promieniowaniem, z prawdziwym porzuconym budynkiem. Biegamy jak szaleni z dozymetrami zbliżając je do tych samych stałych punktów programu, co wycieczka przed nami i jedna za nami – tu drzewo, tu tabliczka, tu coś jeszcze. Robimy te same zdjęcia dziecięcych zabawek na tle omszałych łóżek i rozbitych okien. Wsiadamy i jedziemy dalej.

Szkoła Podstawowa nr 3

Takich miejsc będzie więcej. Zobaczymy również szkołę nr 3, którą na milion procent widzieliście na zdjęciach, ze względu na zgromadzone w niej setkami maski gazowe usypane w stos. Powątpiewam, że jest to realne składowisko, które ma bezpośredni związek z wybuchem, bardziej biorę je za instalację artystyczną albo wręcz celową manipulację. Nasz przewodnik poniekąd potwierdza – maski były zgromadzone już po ewakuacji, przez szabrowników, którzy ogołacali je z co cenniejszych materiałów na sprzedaż. Teraz robią jednak symboliczne wrażenie. W szkole dużo większą wartość stanowią stare plakaty, gazetki szkolne, ścienne zdobienia. Omszała sala gimnastyczna. Można docenić mieniące się różnymi kolorami załamania światła w zdobionych luksferami schodowych klatkach. Jest tam wiele miejsc, które mają więcej do powiedzenia niż sterty gazowych masek lub napisy na tablicach lekcyjnych.

Basen „Lazurowy”

Zaraz przy SP nr 3 znajduje się basen „Lazurowy”. Kolejny żelazny punkt programu wycieczek czarnobylskich. Jest dużą konstrukcją, niecka basenu ma kilka metrów głębokości, sam budynek wysokie sklepienie i przeszklone ściany – można poczuć przestrzeń, mimo że znajdujemy się w betonowym obiekcie. Przy odrobinie gibkości i ostrożności można wejść na wieżę do skoków i spojrzeć z perspektywy. Co ciekawe, konstrukcyjnie bardzo przypomina basen poznańskiej Posnanii, na którym wiele lat uprawiałem sporty wodne.

Andrei natomiast przytoczył inną historię, stalkera uciekającego przed strażnikami. Nie grałem w Call of Duty, ale podobno jest oczywiste dla każdego wielbiciela tej gry, że na planszy Czarnobyl z basenu wyskakuje się przez parterowe okno. Tym samym doświadczeniem miał się kierować uciekający stalker. Musiał się bardzo zdziwić niedoróbkami wirtualnej mapy, kiedy przed skokiem zatrzymała go kilkumetrowa różnica wysokości między podłogą pomieszczenia, z którego chciał skakać a gruntem.

Stadion Centralny

My spacerujemy bez gwardii na karkach, kierujemy się na Stadion Centralny. Prypeć była zbudowana tak, żeby jej młodym mieszkańcom nie brakowało ani chleba, ani igrzysk. Stadion był jednym z licznych miejsc zapewniających rozrywkę. Nowy stadion mógł podobno pomieścić 5000 widzów a mecze drużyny Budowniczych Prypeć cieszyły się ogromną popularnością. Fanów piłki nożnej (do których się nie zaliczam) odsyłam do tego artykułu. Natomiast miłośnikom biegania (do tych już mi bliżej) prezentuję niesamowicie spektakularną tempówkę w radioaktywnych oparach i w butach trekkingowych na 4:40 😉

Park Rozrywki

Kolejne słynne miejsce znane z tysięcy instagramów to Park Rozrywki. Znajdujący się niedaleko stadionu i również nieoddany do użytku, na czele z Diabelskim Kołem czy areną dla zderzających się samochodzików. Robimy fotki, oglądamy poszczególne zabawki, pomagamy wykonać zdjęcia ekipie, która przyjechała za nami. Na okolicznych ścianach budynków znajduje się kilka graffiti – piękna, sprawiająca wrażenie żywej, sarna. Za to na innym murze – prosty, czarno-biały, nawiązujący do ludzi-cieni z Nagasaki. Nasz przewodnik daje nam pół godzinki „czasu wolnego”, żeby pochodzić sobie po placu. Udajemy się do stojącego przy nim domu kultury. Chodzimy po piętrach, wchodzimy do piwnic, znajduje ring bokserski, wdrapujemy się na zaplecze sceny teatralnej, wychodzimy na dach budynku, spacerujemy po (niegdyś) przeszklonym łączniku.

Coraz wyraźniej dochodzi nas głos Adrieja. Wydziera się na nas, że co my sobie wyobrażamy, gdzie byliśmy i co robimy! Jest cały spocony i czerwony. Wygląda na serio przejętego. Obraża się na nas i od tego momentu opowiada swoje historie tylko po rosyjsku. Po jakimś czasie udaje się go udobruchać, tłumaczy, że gdyby strażnicy nas zobaczyli lub donieśli na nas uczestnicy innych wycieczek, to byłaby chryja, ze stratą pracy włącznie. Wydaje mi się to trochę przesadzone, ot, kolejny dowód na robienie otoczki tajemniczości i niedostępności.

Komisariat policji

Niektóre miejsca były mniej spektakularne od innych, ale mające swój urok, szczególnie jako pomieszczenia, w których wcześniej nie byliśmy. Komisariat policji wraz z ciemnymi celami zrobił na nas wrażenie. Nie wiem czy w każdym areszcie jest tak samo, ale śmierdziało w nich uryną. Może to jakieś lokalne środki zabezpieczające przed stalkerami? Kto wie.

Na terenie posesji komisariatu znajduje się wiele szczątków pojazdów. Niektóre powywracane, inne wybebeszone. Spacerujemy sobie pomiędzy drzewami, blachą a czasami drzewami, które przez kilkadziesiąt lat objęły blachę w wieczny uścisk.

Blok nr 38, „szesnastopiętrowiec”

Często odwiedzanym miejscem w Strefie jest najwyższy z bloków mieszkalnych, tzw. szesnastopiętrowiec. Budynek oznaczony numerem 38, mieścił w sobie kilkadziesiąt kilkupokojowych mieszkań, zakład fryzjerski i biuro podróży. Wydaje mi się, że jest najwyższym blokiem w okolicy, udało nam się wejść na jego dach. To jeden z tych obiektów, który powodował, że autentycznie bałem się przebywania na terenie Zony – piszę o tym w podsumowaniu. Ale przechylanie się przez zardzewiałą barierkę wielopiętrowego bloku budzi emocje i skrapla pot na czole.

Sam budynek jest zniszczony, szyby wind pełne powrzucanych do nich mebli, w mieszkaniach zdezelowane wszystko, co się tylko dało zniszczyć. Poprzewracane meble, powyrywane przewody, potłuczone sanitariaty, powybijane okna. Zastanawiam się ponownie, skąd się biorą chuligańskie zapędy co niektórych, co nimi kieruje i co chcą powiedzieć bezmyślną destrukcją. Nie znajduję odpowiedzi.

Wychodzimy ostrożnie na balkony, wychylamy się przez okna, oglądamy, podziwiamy panoramę z ostatniej kondygnacji. Kiedy drzewa zasłaniają innych ludzi przebywających aktualnie w Strefie, możemy odnieść wrażenie ciszy, spokoju i odosobnienia. Próbujemy z pomocą mapy zidentyfikować poszczególne obiekty znajdujące się pod nami – basen, szkołę, elektrownię itp.

Czytaj dalej: Czarnobyl – obiekty zewnętrzne

Czytaj dalej: Czarnobyl – podsumowanie oraz co przeczytać i obejrzeć przed wyjazdem?

Ten post to jeden z wpisów dot. wizyty w Czarnobylu we wrześniu 2018 roku. Zobacz pozostałe posty dot. organizacji wyjazdu, zwiedzania Czarnobyla i Prypeci – tutaj.